Hola Barcelona! Mój przewodnik

W tym poście będzie troszkę Hiszpanii po mojemu. Odkąd pamiętam, ten kraj był moim wymarzonym i zawsze chciałam go odwiedzić. Niektórzy mówią, że Barcelona to tak naprawdę nie Hiszpania – ale to właśnie ją zwiedziłam, jako moje pierwsze hiszpańskie miasto.

Mimo, że było to już dwa lata temu, to wraz założeniem bloga postanowiłam przywrócić te wspomnienia, aby mieć je na zawsze i móc do nich wrócić.

PLANOWANIE

Wyjazd planowaliśmy z moim chłopakiem i naszym przyjacielem, który to właśnie tam postanowił się oświadczyć swojej wybrance (pozdrawiam Was :). Oczywiście, ja zajmowałam się całą organizacją, ponieważ mam to totalnie we krwi i uwielbiam planować podróże, szukać super miejscówek i dobrego jedzenia. Plany zaczęły się już w marcu! A wyjazd odbył się we wrześniu.

Pierwszą rzeczą było zakupienie biletów lotniczych – u nas padło na LOT. Jest to droższa linia lotnicza, ale zdecydowanie na plus jest fakt, że wyloty są z Lotniska Chopin’a, na które bardzo łatwo się dostać. Warto zaznaczyć też, że latanie tak samo mnie fascynuje jak i przeraża, a na pokładzie LOT’u mam większe poczucie bezpieczeństwa. Koszt dwóch biletów w tę i z powrotem wynosił około 1000 złotych (z już wybranymi miejscówkami i bagażem do 25 kg w cenie), teraz niestety dokładnie nie pamiętam.

Nooo! Więc jak już były bilety, to planowanie zaczęło się na ostro. Myślami przenosiłam się do ciepłej i słonecznej Barcelony! Warto wspomnieć, że nigdy w życiu nie miałam okazji być w ciepłym kraju, więc było to dla mnie naprawdę spore wydarzenie. Niestety bilety lotnicze okazały się jedynie wierzchołkiem kosztów, które myślałam, że nie będą takie spore.

Bardzo duży problem był ze znalezieniem dobrego noclegu w Barcelonie i naprawdę warto to robić dużo wcześniej, bo ceny są zawrotne, a jakość niestety nieadekwatna. Przeszukaliśmy chyba każdy hotel, ale nie znaleźliśmy nic godnego uwagi za tak ogromne ceny. Ostatecznie z pomocą przyszło nam Airbnb – to już był nas drugi nocleg z tym portalem. Cena noclegu zdecydowanie podniosła koszt wycieczki, z pewnością można było to zrobić taniej – ale chciałam wylądować w miarę fajnym i czystym miejscu, z uwagi na to, że było to aż 10 dni. OGROMNIE mi też zależało na dobrej lokalizacji, gdyż nie planowaliśmy korzystać z komunikacji miejskiej a podróżować jedynie na nogach. Ostatecznie wybraliśmy takie mini mieszanko, z łazienką i salonem w cenie około 2600 złotych za dwie osoby. Można by rzec – ufff, no to z górki teraz. Ale…

Oprócz noclegu, ważne jest wyliczenie kosztów żywienia i ewentualnych biletów komunikacji czy do muzeum itp. Na jedzenie wyznaczyliśmy 1000 euro (na 10 dni) – wydaje się to całkiem spora kwota – ale niestety na miejscu okazało się, że była to kwota na styk.

Jeśli chodzi o inne fajne informacje to:

– Z lotniska jest super bezpośredni autobus AEROBUS – zabiera nas do cetrum Barcelony za 5 euro, trwa to pół godziny. Samo lotnisko El Prat jest bardzo przyjazne i całkiem je polubiłam.

– Koszt jednego biletu komunikacji miejskiej to około 1 euro. Jednak najbardziej opłaca się zakup 10 biletów T10 (metro, bus) za 9 euro.

– Najlepsze okolice do noclegu w starej części Barcelony (można zobaczyć codzienne życie hiszpanów) to Exiample (tutaj mieszkalismy), Barri Gotic czy El Poble Sec.

HOLA BARCELONA!

Wszystko poszło super sprawnie i już byliśmy w Barcelonie! Nogę postawiliśmy na pierwszej hiszpańskiej ulicy. Co było całkiem zabawne, to fakt, że przywitał nas deszcz… Jednak zanim busem dojechaliśmy do centrum, to już świeciło słońce!

Rzuciliśmy bagaże w kąt, nocleg na pierwszy rzut oka okazał się super i oczywiście od razu pognaliśmy zaczerpnąć tego klimatu. Nasz nocleg był w super idealnym miejscu – ulica Carrer de Villarroel – w samym sercu Barcelony. Poszliśmy na pieszo przez chyba najbardziej znaną ulicę – La Rambla – mnóstwo ludzi, życia, sklepów i turystów. Droga ta prowadzi do Barcelonety, czyli wybrzeża, nad którym spędziliśmy resztę dnia. Byłam zachwycona! To ciepło i przede wszystkim te palmy! Pokochałam je i fotografowałam krajobraz z nimi w kółko.

Jest tyle samo rzeczy, które pokochałam w Barcelonie, jak i tyle samo, które doprowadzały mnie do szału.

Nasze mieszkanie i odpoczynek przy plaży w knajpce. 

Pierwszy wieczór na Barcelonecie

JEDZENIE

Pierwszym problemem było jedzenie – nie wiem jakim cudem, ale mieliśmy spory z tym problem. Restauracje na pierwszy rzut oka różnią się standardem, od tych które widzimy w Polsce. Z zewnątrz nie zachęcają do wejścia – więc poszukując czegoś fajnego, mijaliśmy normalne (dla nas wyglądające na niski poziom) restauracje. Sklepy spożywcze czy markety (tak zwane w Barcy Super-merkaty) także różnią się od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Wszystkie wyglądają lekko obskurnie, w większości prowadzone są przez Arabów czy Hindusów. Było to dla nas tak troszkę dziwne i po prostu nowe, czuliśmy się lekko zagubieni. Tak więc, gdybym jechała kolejny raz do tego miasta, zdecydowanie dokładnie przeszukałabym wszystkie miejscówki godne polecenia jeśli chodzi o jedzenie. Ostatecznie przekonaliśmy się do Super-merkatów i robiliśmy tam jakieś małe zakupy, typu woda czy przekąski. I NAJWAŻNIEJSZE – siesta. Totalnie nas to rozwaliło na łopatki – pierwszy ciepły kraj i pierwszy raz się z tym spotkaliśmy. To był ogromny problem, bo w momencie kiedy my jesteśmy przyzwyczajeni jeść, to tam jest wszystko pozamykane – ale tak na serio. Beż żartów. Dlatego wyjście i zwiedzenie zawsze trzeba odpowiednio planować.

Tutaj mogę polecić Wam restaurację BLOOM – międzynarodowa, dlatego otwarta w znanych nam godzinach, kelnerzy posługiwali się językiem angielskim. Jedzenie było bardzo pyszne i to właściwie tam jedliśmy codziennie główne posiłki (obawiając się innych nieznanych restauracji 😀 ). Ceny za stołowanie się w restauracjach nie należą do najmilszych jeśli chodzi o Barcelonę. Śniadanie dla dwóch osób, składające się z tego, co widzicie na zdjęciu niżej to koszt 20-25 euro. Teraz rozumiecie, dlaczego 1000 euro okazało się na styk.

Kolejne miejsce godne odwiedzenia to lody DELA CREM. Te lody to coś przepysznego, niebo w gębie, raj dla podniebienia. Koniecznie skosztujcie smaku Leche Merengada.

Restauracja Bloom

Śniadanie za około 20 Euro

Pierwsze tapas i najlepsze lody DelaCrem!

MIASTO I LUDZIE

Nie uznałabym tego miasta za super przyjazne, ale też nie odczułam tam nic negatywnego (oprócz napisów TOURISTS GO HOME – z jednej strony rozumiem, że jest ich sporo w takim mieście, ale z drugiej strony, to właśnie turyści napędzają tam rynek i miasto tętni życiem). Ludzie są zajęci sobą, neutralni – ciężko było spotkać prawdziwego Hiszpana – raczej widywało się turystów czy Arabów i Hindusów. Mężczyźni w tym mieście w ogóle nie są zainteresowani kobietami, a co ciekawsze, jest tam sporo gejowskich klubów i innych tego typu miejsc. Z pewnością nie przeczytacie tego nigdzie w Barcelońskich przewodnikach, ale sporo ulic w Barcelonie przytłacza nas wonią moczu (dla miejscowych pewnie nie jest to wyczuwalne). Miasto te jest również OKRUTNIE głośne. Z pewnością dużo lepiej jest w nowszych dzielnicach – jednak w starej Barcelonie huku jest bardzo dużo. To nie tylko huk, ale zbiór przeróżnych, najróżniejszych dźwięków świata. Od pogotowia, po skutery (one były najgorsze…), po śmieciarkę (która wyrzucała śmieci o 3 w nocy? do dzisiaj tego nie rozumiem, a właścicielka mieszkania nie potrafiła mi wytłumaczyć dlaczego śmieciarka tak straszliwie hałasuje w nocy i czy to tutaj normalne). Nawet mam nagrany na pamiątkę taki filmik, na którym ‚uwieczniłam’ hałas z balkonu, bo było to dla mnie niewiarygodne. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy nasz organizm cierpiał z braku snu i odpoczynku, co skutkowało częstymi kłótniami i zmęczeniem (ale wróciliśmy razem hihi).

MIEJSCA 

Jeśli chodzi o miejsca w Barcelonie, które warto odwiedzić – to jest ich sporo. Mimo wszystko, jest to naprawdę urokliwe miasteczko, pełne starych uliczek i palm. Mieliśmy 10 dni i to nie było wystarczające aby się tym nasycić. Zwiedziliśmy najbardziej znane miejsca, czyli:

BARCELONETA

Ukochałam to miejsce, zwłaszcza ulicę Ronda Litoral pełną pięknych palm. To jest miejsce, którym można spacerować godzinami. Jest tam też sporo przybrzeżnych knajpek, w których można spędzać czas. W dzień jak i wieczór jest to super urokliwe miejsce. Warto przejść się nadbrzeżem od rejonu Hotelu W (tutaj polecam również przejść się za hotel, jest tam fajny taras widokowy) aż po własnie całą ulicę Ronda Litoral. Również warto się poszwendać w okolicach Aquarium, które jest przed Barcelonetą.

‚Taras widokowy’ za hotelem W. 

LA RAMBLA – okolice

Zdecydowanie warto połazić uliczkami obok jak i samą ulicą La Rambla, jest tam kilka schowanych miejsc, pełnych palm. Niedaleko również znajduje się bardzo słynny i miejscowy targ La Boqueria – super klimatyczne miejsce, pełne kolorowych owoców, świeżego mięsa – na miejscu można tego wszystkiego skosztować. No i jeszcze całkiem niedaleko jest uroczy kościółek, najstarszy zabytek sakralny Barcelonie – Sant Pau De Camp. Nieznana jest dokładna data budowy, ale było to około 911 roku.

Uliczka przy lodach DelaCrem

La Rambla

PLACA DE CATALUNYA, PLACA ESPANYA

Miejsce, które często mijaliśmy i to właśnie z niego rozpoczyna się La Rambla to Plac Catalunya – jest to takie centrum Barcelony jeśli chodzi o każdego turystę. To tutaj kupisz bilety na wycieczki, bilety miejskie czy uzyskasz informacje turystyczne. Drugim takim ważnym miejscem jest Plac Espanya – stąd można wyruszyć gdzieś pociągiem w podbarcelońskie okolice. Oba miejsca są piękne i urokliwe. Przy Placu Espanya jest piękny budynek, przypominający zamek – jest to Narodowe Muzeum Sztuki Katalońskiej. Podeszliśmy pod budynek, ale bardzo żałuje, że nie daliśmy rady wejść po schodach (było ich całkiem sporo) ku górze, gdzie musiało być naprawdę pięknie. Z uwagi na spory upał i fakt, że na słońcu byliśmy już cały dzień – musieliśmy odpuścić.

 Pl. Catalunya

ARC DE TRIUMF I PARK CIUTADELLA 

Dwa miejsca absolutnie urzekające – propnuję zacząć spacer od Arc De Triumf – jest to szeroka uliczka, otoczona palmami i wygląda to naprawdę cudnie. Droga ta prowadzi do parku, który bardzo mi się spodobał. Jest tam sporo zieleni i ładnych zakątków i plus jest taki, że nie jest on ogromnie duży, więc można pospacerować po nim całym. Spędziliśmy tutaj miły czas.

SEGRADA FAMILIA

… czyli symbol Barcelony. Robi na ludziach ogromne wrażenie i jest polecany w każdym przewodniku. Oczywiście, poszłam za tą rada i także chciałam zwiedzić tę najsłynniejszą katedrę, do dzisiaj wciąż nieukończoną. Od razu polecam Wam zakupić bilety online – gdyż kolejki do kupienia biletów na miejscu są bardzo długie. Swoje bilety zakupiłam na tej stronie, wybrałam standardową wizytę z audio-przewodnikiem (dostaliśmy słuchawki i taki mały odtwarzacz).

Bardzo się cieszę, że udało nam się wtedy zakupić bilety w promocji, i cały koszt dwóch biletów był okołu 20 euro. Jeśli chodzi o samą katedrę – nie zrobiła na mnie dużego wrażenia, mimo że znałam jej historię. Z zewnątrz budowla była ciekawa, zwłaszcza jeśli się przyjrzymy małym detalom. Jednak w środku nie przeżyłam zapowiadanego Katharsis, a miejsce wygląda jak prawie zwykła katedra. Prawie – bo panuje tam bardzo ładna gra świateł dzięki witrażom. Nie było tam też intymności i spokoju, więc nie wyobrażam sobie tego miejsca jako pojednania się z Bogiem w wyjątkowych okolicznościach. Jednak jest to tylko moje odczucie, nie żałuje wizyty w tym miejscu i myślę, że musicie sami tego doświadczyć.

PARK GUELL

Najlepsze miejsce w całej Barcelonie. Zdecydowanie warto x100! Park mieści się troszkę dalej od centrum, nie daliśmy rady przejść tam na nogach (zwłaszcza po kilku dniach marszu – codziennie było to około 20 km!) ale jest tam dobre połączenie metrem. Dodatkowo mamy spore ułatwienia w dotarciu tam – park jest położony na lekkim wzgórzu, ulice w tym miejscu idą ku górze, a więc jest tam sporo schodów. Nie musimy się tym totalnie martwić, bo pod górę zawiozą nas… ruchome schody. Wyobraźcie sobie, że po środku normalnych uliczek są zamontowane długie ruchome schody. Byłam w lekkim szoku ale przyznam, że całkiem mnie to ucieszyło. Sam Park jest ogromy i jest tam wiele cudnych miejsc. Wszędzie palmy, dużo zieleni i na dodatek ten widok na całą Barcelonę i morze! Lekki wiaterek i szum całej tej roślinności – to zapamiętam na długo. Wstęp do parku jest darmowy, jedynie jedna malutka część jest płatna i tutaj Wam powiem, że całkowicie nie warto sobie zawracać tym głowy. Miejsce to możemy obserwować z góry i jest to po prostu taki mały placyk z piernikowymi zabudowami.

BUDYNEK CASTA BARLLO – GAUDI

Budynek ten jest znanego architekta Gaudiego, znajdziemy go na uilcy Passeig De Gracia, którą również warto się przejść, bo jest tam fajny klimat, bardziej nowoczesny – z knajpkami i sklepami nam znanymi. Sam budynek z zewnątrz nie chwycił mnie za serce, chyba nie jestem po prostu fanką Gaudiego. Wstęp do środka budynku jest płatny, i to całkiem spory koszt. Widząc budynek z zewnątrz zrezygnowaliśmy z wejścia do środka i tutaj całkiem tego nie żałuję 🙂

COSTA BRAVA I MONTSERRAT

Będąc w Barcelonie warto pokusić się o zwiedzenie okolic. Z uwagi na to, że byliśmy tam 10 dni – to dwa z nich poświeciliśmy na zwiedzanie terenów przybarcelońskich. Super sprawą jest poranna przejażdżka nadbrzeżnym pociągiem na Costa Brava, a dokładniej do Lorret De Mar. Coś cudownego! Pokochałam to jakże już popularne miejsce, jest tam przepięknie! To prawda, jest tam sporo turystów, zwłaszcza Polaków, ale jeśli umie się chodzić własnymi ścieżkami, to tak bardzo to nie przeszkadza. Bilet do Lloret de Mar można zakupić np. na placu Catalunya. Koszt przejazdu pociągiem (Rodalies de Catalunya RENFE) w obie strony to 12.30 euro. Bilet taki jest ważny cały dzień, co jest sporym plusem. Przejażdżka takim pociągiem to czysta przyjemność, podróż odbywa się samym nadbrzeżem, dosłownie kilka kroków od morza. Cudnie!

Kolejne miejsce warte odwiedzenia to Montserrat – to taka nieduża góra, położona około 80 km od Barcelony. Na szczycie znajduje się klasztor. Najlepiej jest się dam dostać, kupując bilet (na Pl. Catalunya), który obejmuje dwa przejazdy metro (jeśli potrzebujemy), podróż pociągiem pod Montserrat oraz podróż kolejką (naziemną i linową) na samą górę oraz taką samą podróż powrotną – koszt 32 euro. Jest również wersja biletu tylko z naziemną kolejką, ale ja zdecydowanie wolałam kolejkę linową. Góry są całkiem przyjemne, rozpościerają się ładne widoki – jako miłośniczka górskich klimatów, musiałam odwiedzić to miejsce!

Uff, dobrnęliśmy do końca! Może komuś z Was przyda się ten mini-przewodnik. Osobiście, czekam na możliwość odwiedzenia Barcelony ponownie!

Natalia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s